Blog

MamaSapiens

Blog z przemyśleniami dla mam. Wszystko o zdrowym rozsądku, co odnosi się do wychowania, żywienia, nauczania dzieci

Hurra, koniec roku szkolnego=koniec bezsensownego wkuwania, nudy i uwsteczniających zadań domowych!

2014-08-17 14.20.11

Z okazji zakończenia roku szkolnego postanowiłam napisać o polskiej szkole, stąd dzisiejszy wpis będzie długawy.

Polska szkoła, abstrahując od wizji katastrofalnych i rzekomej potrzeby całkowitej zmiany z jaką mamy aktualnie do czynienia na przykładzie gimnazjów nie jest wcale taka zła. Jedyną bolączką- a tym samym najpoważniejszą jest przeładowany program nauczania każdego przedmiotu licząc od IV klasy szkoły podstawowej a kończąc na III klasie gimnazjum.  U podstaw tego problemu leży założenie, że każdy uczeń jest intelektualnie zdolny w przedmiotach zarówno ścisłych, jak fizyka, matematyka, biologia, cz chemia, ale tym samym w przedmiotach humanistycznych jak jęz. polski i historia, oraz artystycznych jak plastyka, no i oczywiście sprawny fizycznie na W-F. Nie bierze się pod uwagę indywidualnych predyspozycji uczniów, lecz zakłada się błędnie, że-powiedzmy dysocjacja jonowa kwasów, czy trzy zasady dynamiki Newtona może z łatwością przyswoić każdy umysł po jednej, czy dwóch lekcjach czystej teorii. Wielkim błędem bowiem jest nie wykonywanie jakichkolwiek doświadczeń z przedmiotów, które takich środków dydaktycznych bezspornie wymagają, a takimi przedmiotami bezwzględnie są chemia, fizyka, biologia i geografia, czyli większość przedmiotów ścisłych. W polskiej szkole mamy do czynienia z nadmiernym przywiązaniem do suchej teorii, do wykładania przedmiotu, niż nauczania go, do zapamiętywania regułek, a nie ich zrozumienia i zastosowania w analizie danego zagadnienia. Nauczyciel wykłada przedmiot dla samego wykładania, nie rozliczany jest z prawdziwych efektów nauczania i zainteresowania uczniów, a jedynie z wystawianych ocen za bezsensowne kartkówki, zadania domowe, czy brak zeszytu przedmiotowego. Zapewne dlatego mamy stały niedobór naukowców, czy kandydatów na studia czysto ścisłe, a zdecydowany nadmiar humanistów, na czele z psychologami i socjologami. Sama, jako humanistka mam świadomość, że jednak wartościowość mojej profesji dla PKB kraju, jego ogólnej zamożności i rozwoju naukowego, czy wynalazczości jest niestety mniejsza niż zawodów naukowych w medycynie, biologii, inżynierii, ekologii, fizyki i wszystkich im pokrewnych dziedzin. Tylko nieliczne jednostki są w stanie polubić np. chemię, skoro nie wykonały ani jednego doświadczenia w szkolnym laboratorium, a jeśli zdołały wykonać jakiekolwiek, to pewnie miało to miejscu w dobrym, prywatnym przedszkolu. To właśnie w przedszkolach dzieci mają niezwykłą sposobność poznawania zasad fizyki, matematyki, biologii i chemii na licznych doświadczeniach, jakie przeprowadzają podczas swojego pobytu, np. symulując wybuch wulkanu z octu i proszku do pieczenia. W momencie rozpoczęcia nauki w szkole jedynymi doświadczeniami będzie hodowla niezłomnej fasolki i zielnik na przyrodę. W zamian sterty wypełnionych zeszytów przedmiotowych i ćwiczeń.

To doprawdy niewiarygodne, że pomimo tylu przeciwności mamy jednak lekarzy, biochemików i sporą liczbę inżynierów. Moglibyśmy mieć ich jednak o wiele więcej, tym bardziej w nowo-powstających dziedzinach- bo nigdy nie wiadomo, czy w dzieciach, które siedzą w ławkach i bez przerwy notują w zeszycie to samo co mają w podręczniku, nie kryje się jakiś talent- tylko talent to mocno uśpiony i znudzony przez szkolną sztampę i bezsensowne odtwarzanie treści.

Jako nauczyciel mam pewność, że lekcje z każdego przedmiotu można przeprowadzić w sposób interesujący- bo tylko wówczas każde dziecko, nawet to „edukacyjnie oporne” jest w stanie zrozumieć dany temat na tyle, aby móc go jakoś zapamiętać. Nie wyobrażam sobie na przykład jak można omawiać na lekcji biologii anatomię człowieka nie mając do dyspozycji przestrzennego modelu człowieka, gdzie dzieciaki mogą włożyć w odpowiednie miejsce serce, śledzionę, czy trzustkę, lub poskładać szkielet. W zamian wkuwają na pamięć nazwy kości czaszki, czy dzielą kręgosłup na odcinki, nie mając zielonego pojęcia gdzie takowe się znajdują w ich ciele. Na lekcji przyrody 10-11-latki poznają świat roślin przez pryzmat podziału systematycznego, wiedzą co to są rośliny nagonasienne, czy okrytonasienne ale ni w ząb nie potrafią odróżnić dębu od buka w parku… W każdej szkole i niemal w każdej sali jest nowoczesna tablica multimedialna- można sobie obejrzeć, ale nigdy dotknąć, poukładać, poprzestawiać. Nauczyciele, w większości tzw. „podręcznikowi” używają tablicy multimedialnej dokładnie tak samo, jak zwykłego podręcznika i zeszytu ćwiczeń. Smutne. Polski ułomny system widać świetnie na przykładzie zdjęć sali lekcyjnej i układu ławek. W krajach „rozwiniętych” mamy grupki stolików, uczniowie siedzą do siebie skierowani twarzami, nauczyciel krąży pomiędzy stolikami, pomaga, asystuje i daje przykład. Uczniowie współpracują ze sobą w grupach, uczą się przy tym niezastąpionej umiejętności społecznych, które przydadzą się w każdej późniejszej ścieżce zawodowej. W Polsce mamy zawsze dwuosobowe stoliki w trzech, lub czterech rzędach, wszystkie skierowane na… NAUCZYCIELA i TABLICĘ. Nie ma mowy o współdziałaniu uczniów, bo po prostu patrzą na plecy kolegów, lub w bok! Sama sala lekcyjna w Polsce ma niezłomną „gazetkę”, czyli dyżurny co jakiś czas zmienia treść- najczęściej o wieszczach narodowych, ważnych wydarzeniach historycznych, lub bezpieczeństwie w internecie. NUDA. NUDA, NUDA. Żadnej własnej inwencji, kreatywności, Zawsze tak samo. Angielska, czy amerykańska klasa będzie miała różnorodne plakaty, projekty oraz pomoce przygotowane przez dzieci na temat aktualnie podejmowany, kolorowo, miło- jak w przedszkolu!

A teraz mam dla Was krótki test z geografii. To akurat II klasa gimnazjum, wymagania do sprawdzianu z mapy konturowej Azji. W podstawie programowej tego nie ma, w podręczniku jedna trzecia, ale nauczyciel niezmiennie od dwudziestu lat testuje wszystkich swoich uczniów dokładnie w ten sam sposób. Każdy kto miał do czynienia z medycyną egzaminem z Anatomii na I roku i tzw. Szpilkami wie o czym mówię. Zatem, czy umiecie na atlasie politycznym, lub pustej mapie oznaczyć te miejsca?
Morza: M. Karskie, M. Łaptiewów, M. Wschodniosyberyjskie, M. Czukockie, M. Beringa,
M. Ochockie, M. Japońskie, M. Żółte, M.. Południowochińskie, M. Filipińskie,  M. Celebes, M. Jawajskie, M. Andamańskie, M. Arabskie, M. Czerwone, M.. Śródziemne, M. Marmara, M. Czarne, M.Azowskie.

Zatoki: Z.Bengalska, Z.Perska, Z. Adeńska, Z. Tajlandzka,
Cieśniny: C. Beringa, C. Ormuz, C. Malakka, C. Bab al – Mandab, C. Dardanele, C. Bosfor,
C Kerczeńska
Półwyspy: Płw. Jamał, Płw.  Gydański, Płw. Tajmyr, Płw. Czukocki, Płw. Kamczatka,
Płw. Koreański, Płw. Indochiński, Płw. Malajski, Płw. Indyjski, Płw. Arabski, Płw. Azja Mniejsza, Płw. Synaj
Wyspy: Ziemia Północna, Wyspy  Nowosyberyjskie, Wyspa Wrangla, Sachalin, Tajwan, Filipiny, Borneo, Sumatra, Jawa, Celebes, Cejlon, Cypr, Wyspy Japońskie ( Honsiu, Hokkaido, Kiusiu, Sikoku)
Rzeki: Jangcy, Jenisej, Ob. z Irtyszem, Mekong, Huang-He, Ganges, Indus, Brahmaputra, Tygrys, Eufrat, Amur, Lena, Syr-daria, Amu-daria.
Jeziora: J. Bajkał, J. Aralskie, J. Bałchasz, J. Kaspijskie.
Krainy geograficzne: Wyżyna Tybetańska (Tybet), Himalaje, Nizina Chińska, Dekan, Wyżyna Irańska, Nizina Zachodniosyberyjska, Wyżyna Środkowosyberyjska, Nizina Turańska, Kaukaz, Góry Pontyjskie, Nizina Gangesu, Nizina Mezopotamska, Ałtaj, Wyżyna Mongolska, Sajany.

Mmmm.

Najbliższy mi osobiście jest system szkolnictwa w Wlk. Brytanii. Przytoczę pewne porównanie, wzięte z doświadczenia moich własnych dzieci. Otóż w V klasie podstawówki zarówno w Polsce, jak i w Wlk Brytanii dzieci przerabiają taką samą lekturę, a mianowicie „Tajemniczy Ogród”. Świadomie nie napisałam ”omawiają”, ponieważ to słowo odnosi się jedynie do polskiego sposobu traktowania lektury, każdej zresztą. Jest nieodzowna charakterystyka postaci, rys historyczny, przebieg wydarzeń… a na końcu sprawdzian z lektury. Bardziej ambitny nauczyciel pokaże uczniom film- w tym przypadku świetny, wyreżyserowany przez Agnieszkę Holland. Tak się omawia lektury w Polsce, zatem ogólnie rzecz biorąc lektura obowiązkowa jest zwykle czytana w streszczeniach, po 5,50 zł. za egzemplarz.

W Wlk. Brytanii natomiast ciut inaczej. Otóż tak się składa, że dzieci w V klasie (która ze względu na rozpoczęcie obowiązkowej nauki w wieku 5 lat w klasie „0”) jest już klasą VI uczą się wszystkich przedmiotów z jednym nauczycielem- czyli jest to u nas znane nauczanie zintegrowane. I sama nazwa jest nie tylko suchą nazwą, ale całą ideą nauki. Zatem, dzieciaki na angielskim (czyli swoim podstawowym oczywiście języku) faktycznie także omawiają charakterystykę postaci, ale oprócz tego robią sobie „drama”, czyli wcielają się w określone role, robią dialogi, przedstawiają wybrane przez grupki dzieci scenki, itp. Przy tym poznają środki artystyczne potrzebne im w tych przedstawieniach. Dalej, piszą prace na wybrane tematy- np. „co najbardziej zdziwiło mnie w tej książce” . Praca jest naturalnie pisana na lekcji, pod okiem nauczyciela, który zawsze jest gotów wskazać kierunek, delikatnie pomóc, gdy uczeń nie za bardzo wie co napisać, nie mówiąc już o wskazywaniu niektórych, kluczowych błędów. Na historii (dalej z tym samym nauczycielem) poznają rys historyczny, robią projekt- np.” jak wyglądało życie moich rówieśników w kolonialnej Anglii”. Nadmienię tylko, że absolutnie wykluczony jest wydruk z Wikipedii i projekt typu „bach- zdjęcie a reszta „kopiuj/wklej”. Na matematyce (oczywiście z tym samym nauczycielem) dzieci obliczają procentowy udział róż w ogrodzie za murem w stosunku do reszty, a na przyrodzie poznają rośliny ogrodowe i zioła. Naturalnie na prawdziwych przykładach. Zamiast zielnika mogą zrobić projekt pod tytułem: „ W moim ogrodzie/ogrodzie mojej babci/mojego sąsiada/w parku nieopodal rosną……” A, a na technice oczywiście gotują coś z wykorzystaniem ziół. W ciągu półtora tygodnia przerabiania lektury dzieci, nawet te oporne matematycznie potrafią liczyć procenty, większość rozpoznać podstawowe zioła, te nieśmiałe powiedzieć swoją rolę przed klasą. Nie zdążyły się znudzić i znienawidzić lektury i czytanie ogółem. Może dlatego w Wlk. Brytanii jest tyle księgarni ile w Polsce aptek? No cóż w jednym kraju coś dla ciała, a w innym coś dla ducha. I tego życzę moim wiernym czytelnikom, aby zawsze starali się jednak robić to coś dla ducha. Bo warto dla przyszłości naszych dzieci i uczniów.

Ale niedługo wakacje, zasłużone ciężką pracą dzieciaków, ciągłą nudą szkolną, bezsensownym wkuwaniem, odrabianiem uwsteczniających zadań domowych… WYPOCZYNEK! Czego życzę i dzieciom, nauczycielom i rodzicom.

20. czerwca 2017 by Ania
| Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*